Zataiłeś przed kontrahentem złą kondycję finansową firmy? To może być oszustwo, nie tylko niewypłacony dług
Przedsiębiorca zawiera umowę, wiedząc, że jego spółka od miesięcy ma poważne kłopoty z płynnością. Kontrahent o tym nie wie – nikt mu nie powiedział. Towar zostaje dostarczony, faktura nie zostaje opłacona. Czy to tylko cywilny spór o zapłatę, czy już przestępstwo oszustwa? Sąd Najwyższy w wyroku z 6 grudnia 2017 r. (sygn. V KK 240/17) udzielił odpowiedzi, która powinna dać do myślenia każdemu, kto zawiera umowy handlowe w imieniu spółki będącej w trudnej sytuacji finansowej.
Stan faktyczny: kruszywo, którego nikt nie opłacił
Sprawa dotyczyła prokurenta spółki, który latem 2010 r. kupił od kontrahenta kruszywo o wartości niemal 194 tys. zł. Towar odebrano, zapłaty nie było. Oskarżyciel posiłkowy twierdził, że w chwili zawierania umowy spółka znajdowała się już w stanie głębokiej niewypłacalności – co potwierdzała opinia biegłej sporządzona na potrzeby odrębnego postępowania upadłościowego. Prokurent miał świadomość tej sytuacji. Kontrahent – nie.
Sąd Rejonowy uniewinnił oskarżonego, przyjmując, że samo zawieranie kolejnych umów przez podmiot z problemami finansowymi nie jest równoznaczne z zamiarem oszukania kontrahenta – bo prowadziłoby to do "eliminacji takiej osoby z życia gospodarczego". Sąd Okręgowy w postępowaniu odwoławczym utrzymał ten wyrok w mocy. Sprawa trafiła do Sądu Najwyższego w wyniku kasacji wniesionej przez pełnomocnika pokrzywdzonego.
Teza Sądu Najwyższego
Sąd Najwyższy uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania, formułując tezę o istotnym znaczeniu praktycznym:
Wprowadzenie w błąd lub wyzyskanie błędu, o jakich mowa w art. 286 § 1 k.k., zachodzi także wtedy, gdy sprawca świadomie zataił przed kontrahentem obiektywnie istniejącą sytuację, która ma wpływ na możliwość realizacji warunków transakcji wynikających z umowy.
Innymi słowy: znamię oszustwa nie ogranicza się do sytuacji, w której sprawca od początku nie miał zamiaru zapłacić. Wystarczy, że przemilczał okoliczność – np. narastające trudności płatnicze spółki – która, gdyby kontrahent ją znał, wpłynęłaby na jego decyzję o zawarciu umowy albo skłoniła go do lepszego zabezpieczenia transakcji.
Dlaczego to ma znaczenie dla przedsiębiorców
Sąd Najwyższy w uzasadnieniu wprost wskazał kryterium, które warto zapamiętać: istotne jest to, czy ujawnienie prawdziwego stanu rzeczy powstrzymałoby drugą stronę od zawarcia umowy albo skłoniło ją do zabezpieczenia transakcji w inny sposób. To przesuwa ciężar oceny z pytania "czy sprawca planował nie zapłacić" na pytanie "czy sprawca wiedział coś istotnego i to przemilczał".
Dla osób zarządzających spółkami – zarządów, prokurentów, wspólników prowadzących sprawy spółki – oznacza to realne ryzyko odpowiedzialności karnej w sytuacjach, które intuicyjnie wydają się wyłącznie sporem cywilnym o zapłatę. Linia orzecznicza przywołana przez SN (m.in. wyrok z 2 października 2015 r., III KK 148/15, czy orzeczenia sądów apelacyjnych w Katowicach i Szczecinie) pokazuje, że nie jest to wyrok odosobniony, lecz element utrwalającej się wykładni.
Gdzie jest granica? Bo przecież nie każdy dłużnik to oszust
Warto od razu zaznaczyć to, czego wyrok nie mówi. Sąd Najwyższy nie stwierdził, że każde niewykonanie zobowiązania przez podmiot w trudnej sytuacji finansowej jest oszustwem – i sam Sąd Rejonowy w tej sprawie słusznie zauważył, że nie można eliminować z obrotu gospodarczego każdego, kto ma zaległości. Kluczowe jest ustalenie strony podmiotowej: czy doszło do świadomego zatajenia okoliczności obiektywnie wpływającej na możliwość wykonania umowy, a nie do zwykłego, dobrej wiary podjętego ryzyka gospodarczego, które się nie powiodło.
To rozróżnienie bywa w praktyce bardzo trudne do przeprowadzenia i właśnie dlatego sprawa wróciła do ponownego rozpoznania – SN nie przesądził winy oskarżonego, lecz uchylił wyrok z powodu wadliwej, zbyt pobieżnej kontroli odwoławczej, która nie odniosła się do tych okoliczności. To istotne zastrzeżenie: wyrok jest orzeczeniem kasatoryjnym w zakresie procesowym, a nie merytorycznym przesądzeniem, że doszło do oszustwa.
Praktyczne wnioski
- Osoby zarządzające spółką w trudnej sytuacji finansowej powinny mieć świadomość, że zawieranie nowych umów bez ujawnienia kontrahentowi istotnych okoliczności ekonomicznych może rodzić odpowiedzialność karną, niezależnie od odpowiedzialności cywilnej za niewykonanie zobowiązania.
- Wierzyciele i kontrahenci pokrzywdzeni brakiem zapłaty nie muszą ograniczać się do drogi cywilnej – w określonych okolicznościach warto rozważyć zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 286 § 1 k.k.
- Ocena, czy doszło do "zatajenia obiektywnie istniejącej sytuacji", każdorazowo wymaga analizy konkretnego stanu faktycznego, dokumentacji finansowej spółki i momentu, w którym trudności stały się realnym zagrożeniem dla wykonania umowy.
Jeśli reprezentują Państwo spółkę znajdującą się w trudnej sytuacji finansowej i zastanawiają się, jak bezpiecznie prowadzić dalsze relacje kontraktowe, albo przeciwnie – są Państwo wierzycielem, który podejrzewa, że został wprowadzony w błąd co do wypłacalności kontrahenta – zapraszamy do kontaktu z kancelarią. Każda z tych sytuacji wymaga indywidualnej analizy dowodowej i strategii działania.